W jakim świecie my żyjemy? Właśnie natknęłam się na reklamę Cat Milk Whiskas® w gazecie. Reklama przekonuje, że literatura od zawsze kojarzy kotka z miseczką mleczka. I tu pojawia się pytanie: Czy rzeczywiście koty powinny spożywać mleko w dowolnych ilościach? Dalej reklama wyjaśnia zasadę dla kultur niezachodnich jasną jak słońce. Mleko jest jedynym i podstawowym pokarmem młodych ssaków (czyli kot i też człowiek). Tylko młody organizm (czyt. niedojrzały) ma zdolność trawienia laktozy, czyli cukru mlecznego. Z wiekiem i z dojrzewaniem układu pokarmowego tolerancja laktozy maleje i wówczas spożywanie mleka zaczyna się wiązać z bólami brzucha i biegunkami. Biedne kotki
Ale, przecież firma wychodzi naprzeciw temu problemowi i tworzy Cat Milk Whiskas®, w którym to produkcie zawartość laktozy została zredukowana z 4,5% do 0,2%. Dzięki temu kocie brzuszki nie będą cierpieć.
Ok, a co z nami ssakami? Nie rozumiem dlaczego nasz zachodni świat produkuje specjalne mleko dla kotów, pewnie za jakieś 5pln za 0,5l, a jednocześnie całkowicie ignoruje ten fakt w odniesieniu do ludzi. Przecież u nas również z wiekiem nietolerancja laktozy rośnie, a jakoś nie widziałam mleka o obniżonej zawartości laktozy dla ludzi (są dla niemowląt w proszku, ale bardzo drogie). W dodatku nikt i nic (czyt. żadne Ministerstwo Zdrowia tudzież jakaś prozdrowotna organizacja) nie nagłaśnia tego faktu. Dużo by można było pisać o mleku. O tym, że takie pasteryzowane czy UHT nie ma nam nic do zaoferowania, bowiem obróbka termiczna przedłużająca trwałość w nieskończoność rozbija enzymy umożliwiające naszemu układowi pokarmowemu wchłonięcie substancji odżywczych. O tym, że wszędzie (szczególnie w cukiernictwie) nagminnie używa się mleka w proszku, który oblepia nasze zęby i powoduje próchnicę. O tym, że mleko dostępne w sklepach ma działanie kwasotwórcze dla naszych i tak zakwaszonych przez kawę i mięso organizmów.
Do tego dodać akcję typu „Pij mleko będziesz wielki” i masz gotową teorię spiskową.
Więc jeśli chcesz się napić mleka to może pożycz trochę od swojego kotka
ło matko, a ja jestem namiętną i nałogową niemalże pijaczką mleka, tylko nie zauważyłam żeby mi kiedyś szkodziło. a jak to jest z przetworami z mleka krowiego? przydają się, czy nie? bo że nie szkodzą (mi przynajmniej) to chyba wiem…
Generalnie jak czyta się różne opracowania na temat żywienia to nie zalecają mleka słodkiego, czyli obecnie pasteryzowane (tzw świeże) lub UHT. Niektórzy mówią, że ewentualnie można spożywać mleko od gospodarza.
Jest też teoria dr D’Adamo na temat żywienia zgodnego z grupą krwii (eat right for your type) i tam zalecane są produkty fermentacji mlecznej osobom z grupą krwii B i AB.
Z produktami fermentowanymi jest tak: większość tego cukru mlecznego, którego nie przyswajamy jest przerobiona przez bakterie na coś co możemy przyswoić i jedząc kefir np wspomagamy również florę bakteryjną jelit.
Bez wątpienia mleko pite przez dorosłych wcale nie jest zdrowe, wręcz przeciwnie – szkodzi. Istnieją wcale smaczne alternatywy: mleko sojowe, ryżowe… Mój mąż dziś wpadł na pomysł przygotowania cappucino z mlekiem sojowym: niebo w gębie!
ps. A kazeina obecna w mleku krowim? Tej to nawet żołądek siłacza nie rozłoży, tylko cielaczka…
moje dzieciaki uwielbiają mleko sojowe, ale z tym też lepiej nie przesadzać. trochę czytałam na temat soi (http://dieta-metaboliczna.com/soja.html) i sama nie wiem co myśleć. staram się, żeby nie piły codziennie, a jeśli już żeby nie były to duże porcje.
tutaj wypada wesprzeć Autorkę i złożyć świadectwo
Między innymi za namową kamy (wery fenk ju) od blisko pół roku nie piję nieprzetworzonego mleka, które wcześniej pochłaniałem w ilościach znacznych (średnia 0,5 litra/dziennie w postaci caffee bardzo latte). Kawę zmieniłem na czarną.
Rezultat:
1. dużo, dużo rzadsze wieczorne bóle głowy, które były udręką… teraz z żoną muszę się ewentualnie pokłucić, albo z popielatym na degustacji zapomnieć.
2. oraz (nie mniej ważne) zmiana smaku, tzn. mniej ochoty na słodkie rzeczy, przestawienie się z mlecznej na gorzką czekoladę, z lodów śmietankowych na czekoladowe, itd.
Tymczasem piję śmiało kefir (średnio 3 litry/tygodniowo) i jest ok.
Wniosek: w moim przypadu, tolerancja laktozy (czy innego tam składnika mleka – nie wiem) dawno się skonczyla i picie kawy z mlekiem (w takiej postaci wlewałem w siebie najczęściej mleko) było dosyć szkodliwe dla mojego zdrowia i samopoczucia. Jeśli ktoś ma podobne objawy, albo problemy z wątrobą, polecam odstawienie na próbę mleka – nawet mleczka do kawy i przekonanie się czy mleko nie jest przyczyną tych problemów.