A ja jaj…

24 11 2007

Głupi tytuł, wiem. Nic do głowy mnie nie przyszło.

Wybrałam się dziś na targ, żeby kupić m.in. jajka. Jakiś czas temu widziałam reportaż o fermach kurzych i przestałam kupować jajka w sklepie, bo prawie na pewno pochodzą z hodowli klatkowej. Dalej więcej o tym dlaczego.

Dziś, ku mojej uciesze, oprócz jajek bez pieczątek “od gospodarza”, po raz pierwszy były w sprzedaży jaja z hodowli ściółkowej. Pan sprzedawca zapewnił, że na wiosnę będzie miał jajka z hodowli wybiegowej.

Pomyślałam więc, że skrobnę kilka słów o tym, co znaczą cyfry na jajkach i dlaczego ma to znaczenie.

A więc jaja w handlu detalicznym muszą być oznaczone numerami wyróżniającymi, które pomagają konsumentowi określić skąd się jajo wzięło (hodowca) i w jakich warunkach przyszło na świat (jaki chów).

Najważniejsza jest dla nas pierwsza cyfra -oznacza kod hodowli:

0 – chów ekologiczny (kura na świeżym powietrzu z wolnym wybiegiem, karmiona karmą ekologiczną)
1 – chów z wolnym wybiegiem (zwykle zamykana na noc)
2 – chów ściółkowy (kura nie ma dostępu do świeżego powietrza, ale może się swobodnie poruszać)
3 – chów klatkowy (kura zwykle ma obcięty dziób i pazurki, całe życie spędza w klatce)

Są różne akcje promujące kupowanie jajek z chowów ekologicznych -0 do 2 i bojkotujące kupowanie jajek klasy 3. Ja myślę, że to ma sens. Jedna sprawa to żywot biednych kur, którym zagęszcza się 3 doby w jednej (gasi się światło co kilka godzin, żeby częściej niosły), obcina się pazury i dzioby (na małej powierzchni jest dużo agresji, a hodowca nie chce strat), ale nie bez znaczenia jest fakt, że zestresowana kura niesie jajko z hormonami stresu, które spożywamy w jajecznicy na przykład.

Więcej szczegółów np tu.





Twój kot nie piłby mleka

22 07 2007

W jakim świecie my żyjemy? Właśnie natknęłam się na reklamę Cat Milk Whiskas® w gazecie. Reklama przekonuje, że literatura od zawsze kojarzy kotka z miseczką mleczka. I tu pojawia się pytanie: Czy rzeczywiście koty powinny spożywać mleko w dowolnych ilościach? Dalej reklama wyjaśnia zasadę dla kultur niezachodnich jasną jak słońce. Mleko jest jedynym i podstawowym pokarmem młodych ssaków (czyli kot i też człowiek). Tylko młody organizm (czyt. niedojrzały) ma zdolność trawienia laktozy, czyli cukru mlecznego. Z wiekiem i z dojrzewaniem układu pokarmowego tolerancja laktozy maleje i wówczas spożywanie mleka zaczyna się wiązać z bólami brzucha i biegunkami. Biedne kotki :(
Ale, przecież firma wychodzi naprzeciw temu problemowi i tworzy Cat Milk Whiskas®, w którym to produkcie zawartość laktozy została zredukowana z 4,5% do 0,2%. Dzięki temu kocie brzuszki nie będą cierpieć.
Ok, a co z nami ssakami? Nie rozumiem dlaczego nasz zachodni świat produkuje specjalne mleko dla kotów, pewnie za jakieś 5pln za 0,5l, a jednocześnie całkowicie ignoruje ten fakt w odniesieniu do ludzi. Przecież u nas również z wiekiem nietolerancja laktozy rośnie, a jakoś nie widziałam mleka o obniżonej zawartości laktozy dla ludzi (są dla niemowląt w proszku, ale bardzo drogie). W dodatku nikt i nic (czyt. żadne Ministerstwo Zdrowia tudzież jakaś prozdrowotna organizacja) nie nagłaśnia tego faktu. Dużo by można było pisać o mleku. O tym, że takie pasteryzowane czy UHT nie ma nam nic do zaoferowania, bowiem obróbka termiczna przedłużająca trwałość w nieskończoność rozbija enzymy umożliwiające naszemu układowi pokarmowemu wchłonięcie substancji odżywczych. O tym, że wszędzie (szczególnie w cukiernictwie) nagminnie używa się mleka w proszku, który oblepia nasze zęby i powoduje próchnicę. O tym, że mleko dostępne w sklepach ma działanie kwasotwórcze dla naszych i tak zakwaszonych przez kawę i mięso organizmów.
Do tego dodać akcję typu „Pij mleko będziesz wielki” i masz gotową teorię spiskową.
Więc jeśli chcesz się napić mleka to może pożycz trochę od swojego kotka :)